Obrazy

niedziela 13 kwietnia 2014
Szósta Niedziela Wielkiego Postu. Niedziela Palmowa 

Rozpoznawanie Chrystusa 

Rozpoznawanie skazanego 

Caravaggio, Pojmanie, 1602, Dublin                                                                               

Przemoc wobec Jezusa, Jego męka rozpoczyna się od pocałunku, po którym żołnierze mają rozpoznać, którego to człowieka należy uwięzić. Na obrazie Caravaggia twarz Chrystusa, do którego nachyla się Judasz, by go pocałować, wyraża ból i smutek. Jezus wydaje się obojętny na tłum i wrzawę żołnierzy oraz usiłujących go bronić uczniów; cały jednak wzdraga się przed pocałunkiem zdrady – odsuwa twarz, splecione dłonie prostuje w odruchu bezsilnego sprzeciwu, jakby chcąc się oddalić od dojmującej przykrości. Rozpoznanie Chrystusa jako skazańca przez gest przyjaźni, czułości i bliskości zatrważa perfidią.

Suknia Judasza tradycyjnie jest żółta, jako symbol zdrady (żółty udaje, podrabia złoto), Chrystus zaś ubrany jest w szatę czerwoną (cierpienie), a nad jego głową żołnierz rozpościera purpurowy płaszcz, jak obłok, na którym przybywa Bóg Ojciec na fresku sykstyńskim – znak obecności i potęgi Boga, i równocześnie triumfu Zmartwychwstania. Przez tę zdradę bowiem i cierpienie ukaże się pełnia mocy Boga zwyciężającego śmierć. Zbrodnicze ręce żołnierzy będą narzędziem przygotowującym ostateczny triumf Pana. 

Rozpoznawanie Zmartwychwstałego

Apostołowie, choć przygotowywani na przyjęcie tajemnicy Zmartwychwstania, nie potrafili rozpoznać powracającego do nich Chrystusa. Trzy dni po śmierci Jezusa, już po anielskim objawieniu niewiastom u grobu nowiny o wskrzeszeniu Pana, dwaj uczniowie odchodzą z Jerozolimy do wsi Emaus (Łk 24, 13-25); idąc omawiają to, co się wydarzyło – są pełni smutku, nie rozumieją, dlaczego ich dobry nauczyciel, pełen mocy prorok, tak marnie i strasznie zginął, kiedy oni spodziewali się, że będzie wyzwolicielem Izraela.

Jezus nie zostawia ich samych z tymi wątpliwościami i smutkiem – dołącza do idących i wobec ich zagubienia zaczyna tłumaczyć Pisma zapowiadające mękę i chwałę Mesjasza. Gdy doszli do celu wędrówki, nie chcieli się rozstać z współpodróżnikiem, zaprosili go na wieczerzę. Tymczasem to On ich nakarmił i dokonał przemiany ich zwątpienia w pewność obecności Pana.

To pierwsza Msza święta nowego Kościoła – po przygotowaniu uczniów w czasie Liturgii Słowa (rozmowa w drodze do Emaus), następuje Eucharystia. I dopiero przy łamaniu chleba i jego konsekracji i Komunii uczniom otwierają się oczy, rozpoznają Zmartwychwstałego. A On, obdzieliwszy ich swoim Słowem i Ciałem znika im z oczu – ale oczu już widzących rzeczywistość nadprzyrodzoną. Wtedy uczniowie przypominają sobie, że tę intuicję Boga mieli już wcześniej, od początku spotkania: „Czyż nie pałały nam serca, kiedy rozmawiał z nami w drodze i wyjaśniał nam Pisma?” (Łk 24, 32). Z tym nowym światłem swych oczu wracają do Jerozolimy, do Apostołów, którzy również już uwierzyli dzięki świadectwu danemu przez Piotra po tym, jak ujrzał pusty grób i pojął, co się wydarzyło. 

Caravaggio, Wieczerza w Emaus, 1601-1602, Londyn 

Patrząc na londyński obraz Caravaggia przedstawiający wieczerzę w Emaus, jesteśmy świadkami nagłego olśnienia, jakiego doznają dwaj uczniowie rozpoznający Chrystusa przy łamaniu chleba. W centralnym miejscu kompozycji, oświetlony blaskiem, którego źródła nie sposób dostrzec, z przemienionym obliczem rozświetlonym jasnością, przedstawiony jest Jezus, w czerwonej szacie i śnieżnobiałym płaszczu, z uniesioną do konsekracji chleba ręką. To równocześnie ten sam gest z sykstyńskiego Stworzenia Adama i Wskrzeszenia Łazarza – gest tchnienia życia, ożywiania, powołania do Nowego Życia. (Caravaggio powtórzy go jeszcze w rzymskim Powołaniu Mateusza). Reakcje uczniów są gwałtowne – jeden zrywa się nagle z krzesła, drugi rozkrzyżowuje ręce w akcie wiary. Tylko usługujący do stołu mężczyzna patrzy na Chrystusa trochę zdziwiony, nie rozumiejąc, co się dzieje. 

Caravaggio, Wieczerza w Emaus, 1606, Mediolan 

W późniejszym, mediolańskim nokturnie powtarzającym scenę pierwszej Eucharystii po zmartwychwstaniu, emocje są wyciszone, scenę spowija mrok wieczoru, z twarzy i postaw ludzi przebija zmęczenie. Nie ma tu już wyraźnej aluzji do Transfiguracji Chrystusa, Jego śmierci i Zmartwychwstania. Gesty uczniów wyrażające emocje nagłego rozpoznania są bardziej powściągliwe, jakby stłumione – jeden w zdumieniu nieznacznie uniósł i rozłożył ręce, drugi mocno uchwycił stół – tylko ten odruch i naprężone ścięgna szyi, podniesiona brew świadczą o napięciu. A obok spoglądający z niezrozumieniem, trochę zdziwiony poruszeniem, usługujący gospodarz i jego żona, sterana życiem, zabiedzona kobieta niewidzącym wzrokiem uciekająca w głąb siebie. W połowie uczestników tej Mszy budzi się wiara, połowa trwa w uśpieniu. Mężczyzna nic nie pojmuje, kobieta jest zbyt zmęczona i wyzuta ze złudzeń, by dostrzec obecność Zmartwychwstałego Boga i cud Przemiany w jej biednym domu. Niedola zamyka ją na Boga. Ale też ona nie czytała Pism proroczych, nie była świadkiem cudów, nie słuchała nauczania Chrystusa.

Słuchał Go Judasz, a tragicznie pobłądził w swym rozpoznaniu. Jak na ironię, znakiem rozpoznawczym dla wrogich niewiernych uczynił znak bliskości i miłości. Bliskość i zażyłość z Jezusem uśpiła jego wiarę, czym sprowadził się na zatracenie. Słuchał Go Tomasz, ale nie będąc razem z uczniami w chwilach objawienia zmartwychwstania, nie potrafił uwierzyć, mimo świadectwa apostołów (J 20, 24-29). Ten racjonalista, empiryk, trochę sarkastyczny (gdy Jezus, pomimo niebezpieczeństwa pojmania, postanowił wrócić do Betanii na wieść o śmierci Łazarza, Tomasz skwitował to ironicznie: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.”), musi sam sprawdzić, dotknąć, by dać sobie przyzwolenie na wiarę. Chrystus go zna – wszak takiego Apostoła sobie wybrał – i na to namacalne rozpoznanie się godzi. Przychodzący do Wieczernika Pan na obrazie Caravaggia obnaża tors, ukazuje ranę w boku po włóczni i sam prowadzi rękę Tomasza, by dotknął, wsadził palec w otwartą ranę. Chrystus nie został wskrzeszony w ciele przemienionym, jak dokona się to z nami w dniu Paruzji, ale zmartwychwstał w swoim ciele umęczonego i zmarłego, w ciele ze śmiertelnymi ranami. To dodatkowa trudność dla wiary, i świadectwa tej prawdy potrzebują i inni apostołowie, którzy pilnie przypatrują się ekspertyzie Tomasza, włączającego do podparcia wiary empiryczne procedury weryfikacyjne. 

Caravaggio, Niewiara św. Tomasza, 1601-1602, Poczdam

Te obrazy prezentują całą gamę postaw – rozpoznania i zamknięcia się na prawdę o Zmartwychwstaniu: wyznawca tak bliski Chrystusowi, że ta bliskość usypia jego wiarę, i znakiem tej bliskości go zdradzający; wyznawcy nie pojmujący, lecz noszący w sobie intuicję Boga – gdy zwróci się bezpośrednio do nich w sakramencie – rozpoznający w nim Zbawcę; obojętni, stojący obok – zbyt zaprzątnięci własnym trudnym życiem, by otworzyć się na Jego łaskę; wyznawca ostrożny, który potrzebuje sam doświadczyć, by mieć pewność, że nie został zwiedziony. Do nich wszystkich Chrystus się zwraca, daje im szansę, wychodzi naprzeciw ich potrzebom poznawczym i emocjonalnym, a najmocniej przemawia przez sakrament Eucharystii.

I nam, w liturgia Słowa i Ofiary objawia się Zmartwychwstały i jego moc przemieniająca serca. To ona w naszych wielkich postach wzmacnia świadomość celu – pokonania zła i śmierci, i zmartwychwstania do nowego życia w Panu.  

Grażyna

czytania niedzielne:

Księga Izajasza 50,4-7.
Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie.
Pan Bóg otworzył mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

Księga Psalmów 22(21),8-9.17-18a.19-20.23-24.
Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:
«Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli,
niech go ocali, jeśli go miłuje».

Sfora psów mnie opadła,
otoczyła mnie zgraja złoczyńców.
Przebodli moje ręce i nogi,
policzyć mogę wszystkie moje kości.

Dzielą między siebie moje szaty
i los rzucają o moją suknię.
Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka;
pomocy moja, spiesz mi na ratunek.

Będę głosił swym braciom Twoje imię  
i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:
«Chwalcie Pana, wy, którzy się Go boicie,  
niech się Go lęka całe potomstwo Izraela».


List do Filipian 2,6-11.
Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi i w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych,
i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.     

Ewangelia wg św. Mateusza 26,14-75.27,1-66.
Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów
i powiedział: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam». A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników.
Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.
W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia?»
On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: "Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami"».
Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.
Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami.
A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi».
Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»
On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi.
Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».
Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: «Czy nie ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak jest, ty».
A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje».
Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: «Pijcie z niego wszyscy,
bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.
Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego».
Po odśpiewaniu hymnu wyszli ku Górze Oliwnej.
Wówczas Jezus rzekł do nich: «Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada.
Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei».
Piotr Mu odpowiedział: «Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię».
Jezus mu rzekł: «Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz».
Na to Piotr: «Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie». Podobnie zapewniali wszyscy uczniowie.
Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił».
Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę.
Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną».
I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty».
Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?
Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe».
Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja».
Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne.
Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa.
Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: «Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników.
Wstańcie, chodźmy; oto blisko jest mój zdrajca».
Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu.
Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie».
Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi». I pocałował Go.
A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.
A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho.
Wtedy Jezus rzekł do niego: «Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną.
Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?
Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?»
W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: «Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pojmać. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pojmaliście Mnie.
Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków». Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.
Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w Piśmie i starsi.
A Piotr szedł za Nim z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik.
Tymczasem arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić.
Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęli dwaj
i zeznali: «On powiedział: "Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować"».
Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: «Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie?»
Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: «Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjaszem, Synem Bożym?»
Jezus mu odpowiedział: «Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego, i nadchodzącego na obłokach niebieskich».
Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: «Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo.
Co wam się zdaje?» Oni odpowiedzieli: «Winien jest śmierci».
Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go
i szydzili: «Prorokuj nam, Mesjaszu, kto Cię uderzył?»
Piotr zaś siedział zewnątrz na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: «I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem».
Lecz on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: «Nie wiem, co mówisz».
A gdy wyszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: «Ten był z Jezusem Nazarejczykiem».
I znowu zaprzeczył pod przysięgą: «Nie znam tego Człowieka».
Po chwili ci, którzy tam stali, zbliżyli się i rzekli do Piotra: «Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza».
Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: «Nie znam tego Człowieka». I w tej chwili kogut zapiał.
Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: «Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.
A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić.
Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata.
Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym
i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną». Lecz oni odparli: «Co nas to obchodzi? To twoja sprawa».
Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się.
Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew».
Po odbyciu narady kupili za nie pole garncarza, na grzebanie cudzoziemców.
Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi.
Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: "Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela.
I dali je za pole garncarza, jak mi Pan rozkazał".
Jezusa zaś stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: «Czy Ty jesteś królem żydowskim?» Jezus odpowiedział: «Tak, Ja nim jestem».
A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał.
Wtedy zapytał Go Piłat: «Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie?»
On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.
A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli.
Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz.
Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: «Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?»
Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali.
A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: «Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu».
Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa.
Pytał ich namiestnik: «Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił?» Odpowiedzieli: «Barabasza».
Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!»
Namiestnik odpowiedział: «Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!»
Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz».
A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze».
Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.
Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę.
Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny.
Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu żydowski!»
Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.
A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.
Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego.
Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce Czaszki,
dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.
Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy.
I siedząc, tam Go pilnowali.
A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: «To jest Jezus, król żydowski».
Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.
Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami,
mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża».
Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali:
«Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.
Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"».
Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.
Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.
Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?
Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła».
Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić.
Lecz inni mówili: «Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić».
A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.
A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać.
Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało.
I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu.
Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym».
Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu.
Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.
Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa.
On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać.
Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno
i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł.
Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu.
Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata
i oznajmili: «Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: "Po trzech dniach powstanę".
Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: "Powstał z martwych". I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze».
Rzekł im Piłat: «Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie».
Oni poszli i zabezpieczyli grób opieczętowując kamień i stawiając straż.