Ewangelia według św. Marka

Rozdział 12

Sprawa podatku

13 Posłali natomiast do Niego kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli pochwycić Go w mowie. 14 Ci przyszli i rzekli do Niego: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim Ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?" 15 Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: "Czemu Mnie wystawiacie na próbę? Przynieście Mi denara, chcę zobaczyć". 16 Przynieśli, a On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli Mu: "Cezara". 17 Wówczas Jezus rzekł do nich: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga". I byli pełni podziwu dla Niego.

Sprawa zmartwychwstania

18 Potem przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: 19 "Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat weźmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu. 20 Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umierając nie zostawił potomstwa. 21 Drugi ją wziął i też umarł bez potomstwa, tak samo trzeci. 22 I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta. 23 Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę". 24 Jezus im rzekł: "Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? 25 Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. 26 Co zaś dotyczy umarłych, że zmartwychwstaną, czyż nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa "O krzaku", jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. 27 Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie".

Największe przykazanie

28 Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: "Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?" 29 Jezus odpowiedział: "Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. 30 Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. 31 Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych". 32 Rzekł Mu uczony w Piśmie: "Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. 33 Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary". 34 Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: "Niedaleko jesteś od królestwa Bożego". I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Mesjasz Synem Bożym

35 Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: "Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest Synem Dawida? 36 Wszak sam Dawid mówi w Duchu Świętym: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich pod stopy Twoje. 37 Sam Dawid nazywa Go Panem, skądże więc jest [tylko] jego synem?" A wielki tłum chętnie Go słuchał.

Ostrzeżenie przed uczonymi w Piśmie

38 I nauczając dalej mówił: "Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, 39 pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. 40 Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok".

Grosz wdowi

41 Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. 42 Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. 43 Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: "Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. 44Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie".

Po spotkaniu z przywódcami ludu pojawiają się przed Jezusem kolejne stronnictwa i klasy rządzące. Faryzeusze i Herodianie przychodzą z podobnie nieszczerą prowokacją co wcześniej kapłani, pytając o sens płacenia trybutu dla Cezara. Pamiętamy, że trzy dni wcześniej tłumy obwoływały nadejście królestwa „naszego ojca Dawida”. Jezus nie pozostawia wątpliwości, że nie o taki podatek, owoc, ani królestwo mu chodzi. Mówi o Królestwie Boga i interesuje go przede wszystkim trybut, który mają Bogu spłacić. To człowiek nosi w sobie obraz Boga. „Oddajcie Bogu to, co do Boga należy” to nic innego, jak wezwanie „oddajcie Bogu samych siebie”. Rozmowy z kolejnymi grupami wyjaśnią to bliżej.

            Następni są Saduceusze, arystokraci. I oni zajmują się liczeniem, tyle że ludzi, oraz kwestią własności, bo pytają „do kogo będzie należała ta kobieta?”. Jezus w odpowiedzi odwołuje się, jak wcześniej to czynił, do tradycji starszej niż Mojżesz - do patriarchów. Bóg jest tym, który daje życie, i swym sługom gwarantuje życie wieczne, życie jednak inne niż znane na ziemi, skrępowane ludzkimi zależnościami i hierarchią społeczną.

            Kolejnym rozmówcą jest jeden z uczonych w Piśmie (grammateus), któremu wprost nie zarzuca się złych intencji. O ilość pyta ten, kto nie daje wszystkiego. W zasadzie pyta, ile nie dać. Jego pytanie jest też bardziej inteligentne, ponieważ nie dotyczy już ilości a jakości: „Jakie ze wszystkich jest pierwsze?” Kluczowym słowem w cytowanym przez Jezusa przykazaniu miłości z Pwt 6,5 jest słowo „cały / wszystko”. Uczony powtarza pozornie wszystko, ale z bardzo znaczącym opuszczeniem, nie mówi „całym swoim życiem”! A oddanie życia jest przecież istotą drogi Jezusa. Stwierdzenie, że uczony jest niedaleko jest od Królestwa, jest pochwałą dwuznaczną. Bez dania „całego życia” uczony w Piśmie nie wejdzie do Królestwa.

            Rzeczywiście następne dwie wypowiedzi są skierowane przeciw uczonym w Piśmie. Po pierwsze Jezus zarzuca im, że źle tłumaczą jakoby Mesjasz musiał być jedynie synem Dawida. Cytowany po grecku Psalm 110 dowodzi, że musi być kimś dużo więcej niż ziemskim królem. Drugi zarzut przeciw uczonym w Piśmie dotyczy ich pazerności. Nie tylko nie zastanawiają się, ile nie dać, ale raczej ile wziąć, nawet od biednych wdów. Ich wiedza i bliskość do Królestwa nakłada na nich tym większą odpowiedzialność i tym większą możliwą karę.

            Jezus podsumowuje swoje nauczanie, zwracając się jedynie do uczniów. Pokazuje im tłum rzucający miedziaki. Wśród nich zaś wdowę wrzucającą „wszystko”! Jak często w konkluzjach swojego nauczania Jezus mówi „Amen, mówię wam!” Wcześniej, faryzeusze w ogóle nie pytają, co Bogu trzeba dać, saduceusze zastanawiają się, do kogo siedmiokrotna wdowa ma należeć, zaś uczony w piśmie „zapomniał” słów o oddaniu życia i może nawet sam wdowy objadał. Tymczasem ta hojna wdowa nie prowadzi rachunków z Bogiem, nie targuje się, nie liczy swego, nie szuka poklasku tłumu, który jej nie widzi. Dała dosłownie „całe swoje życie” (bios; tu tłumaczenie BT nie jest dosłowne: „co miała, całe swe utrzymanie”). Jezus widzi w niej siebie samego i swoją ofiarę z całego życia złożoną Bogu żywych, a nie umarłych.

6 października 1971 roku Jerzy Kowalczyk dokonał aktu terrorystycznego przeciwko władzom PRL. Pan Jerzy wysadził w powietrze aule Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Na następny dzień w tym budynku miała odbyć się uroczysta akademia, na której odznaczenia państwowe mieli otrzymać funkcjonariusze, którzy brali udział w krwawym stłumieniu protestu robotniczego na wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Akt terrorystyczny Kowalczyka był właśnie protestem przeciwko pacyfikacji robotników. Aby nikt z ludzi nie ucierpiał Jerzy wysadził aulę w nocy. Zanim odpalił ładunki sprawdził czy w budynku nie ma ludzi. O przygotowaniach do zamachu wiedział starszy brat Jerzego Ryszard, który sprowadził go do Opola i załatwił pracę konserwatora w WSP, gdzie sam wykładał.

         Kilka lat temu przeglądnąłem w IPN  akta dotyczące tej sprawy. Interesowało mnie, jak faktycznie wpadli bracia...  Po zamachu Służba Bezpieczeństwa wprowadziła na uczelnię sześciu tajnych współpracowników, których zadaniem było rozpracowanie środowiska uczelni. SB dość szybko zatrzymała Jerzego, który wcześniej zaprzyjaźnił się z kobietą, która okazała się być tajnym współpracownikiem o pseudonimie Kasia. Mężczyzna nie wiedząc z kim ma do czynienia powiedział coś o wybuchu, to wystarczyło aby go aresztować. Za kraty trafił również jego brat Ryszard, któremu od początku przypisywano udział w zamachu. Nawet dla PRL-owskich śledczych dowód w postaci zeznań TW Kasia był jednak zbyt wątpliwy, aby postawić braciom zarzuty. Wtedy rozpoczęła się gra śledczych przeciwko nim. Do czasu zatrzymania Jerzy i Ryszard byli jak przysłowiowe „papużki nierozłączki” - wszędzie, zgodnie razem. Misternie przygotowane prowokacje, kontrolowane przecieki spowodowały, że bracia, którzy na początku śledztwa trzymali się razem, po kilku tygodniach wyczerpujących przesłuchań zaczęli wzajemnie na siebie donosić. Tak nakręciła się spirala nienawiści między nimi. W pokazowym procesie Jerzy został skazany na karę śmierci, a Ryszard na 25 lat więzienia. Jerzemu ostatecznie na skutek protestów społecznych  zamieniono karę na 25 lat więzienia. Obaj bracia wyszli na wolność po odsiedzeniu kilkunastu lat.

         Bracia Kowalczykowie przez te wszystkie lata od opuszczenia więzienia noszą w sobie nienawiść braterską. Zwłaszcza Jerzy nie patrząc na fakty uważa, że wydał go Ryszard.

         Trudno oceniać sam akt terrorystyczny, Zresztą nie o to mi chodzi... Kowalczykowie poza utraconą na długie lata wolnością utracili jeszcze coś bardzo cennego - miłość braterską. Do czasu mojej ostatniej z nimi rozmowy, przed kilku laty, bracia widzieli się zaledwie dwa razy- na pogrzebie ojca i matki. Do tej pory nie potrafią sobie wybaczyć. Mimo, że wyrok zapadł ponad 40 lat temu w ich sercu nadal pozostała zadra nie do przezwyciężenia...

Wielki Post to okres, w którym Kościół zachęca do trzech ważnych postaw: postu, jałmużny i modlitwy. Wszystkie mają za zadanie przybliżyć nas do Boga i dać siłę do rezygnacji z siebie. Kiedy czytam opowieść o wdowie, która wrzuca pieniądze do skarbony w świątyni zawsze zawstydza mnie ta sytuacja. Mam świadomość, że to wielki akt zrezygnowania z siebie i być może oddania zupełnie ostatnich pieniędzy na kult Boga. Kiedyś pewien student  powiedział mi, że gdy zobaczył Przeora zbierającego tacę, to postanowił wrzucić 2 zł, czyli o złotówkę więcej niż zwykle. Zwiększona ofiara wnikała ze świadomości  zepsutego dachu na Bazylice, którą nie wiedzieć dlaczego uzmysłowił studentowi widok przełożonego domu. Przez kilka lat zajmowałem się finansami naszego Klasztoru w Krakowie. Wielokrotnie doświadczałem ogromnej hojności naszych wiernych . Z tych pieniędzy mogliśmy płacić za gaz, prąd, wodę oraz mogliśmy dokonać potrzebnych remontów.  Utrzymujecie klasztor i kościół po to, żebyśmy wspólnie mogli w tym miejscu sprawować kult na chwałę i cześć Boga. Miejcie pewność, że za Waszą hojność jesteśmy ogromnie Wam wdzięczni.

Jak wygląda Twoja materialna hojność na cele kultu Bożego?