Ewangelia według św. Marka

Rozdział 4

BLIŻSZE PRZYGOTOWANIE UCZNIÓW

Burza na jeziorze

35 Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: "Przeprawmy się na drugą stronę". 36 Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. 37 Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. 38 On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" 39 On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: "Milcz, ucisz się!". Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. 40 Wtedy rzekł do nich: "Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?" 41 Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: "Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?"

Po zakończeniu nauczania w przypowieściach wieczorem Jezus zachęca swoich uczniów, by wyruszyć na drugi brzeg morza. Widzieliśmy, jak w pierwszy dzień w Kafarnaum zebrało się po zmierzchu całe miasto pod domem Piotra, tym razem obrazem Kościoła w nocy jest Piotrowa łódź z Jezusem. Nauczyciel domaga się, by wyruszyć w noc na drugą stronę, poza granice własnego kraju. Jest to oczywiście znak, że Jezus podejmuje misję poza Izraelem. Ale i inne granice mają być tu przekroczone…

            Nagły wicher się zrywa, fale zalewają łódź – a Jezus śpi w najlepsze, i to na poduszce! Był już prorok, który spał w łodzi w czasie sztormu, i jak Jezus pochodził z Galilei, Jonasz było mu na imię. I jego zbudzili marynarze „Dlaczego ty śpisz? Wstań, wołaj do swojego boga, może przypomni sobie o nas i nie zginiemy” (Jon 1,6). Jedynym sposobem na ocalenie ludzi na łodzi było wrzucenie Jonasza do morza, gdzie został potem połknięty przez wielką rybę.

            Jezus śpi, jak wspomniany przezeń wcześniej rolnik po wrzuceniu ziarna w ziemię (4,27), ale jego sen sugeruje również śmierć, jak za chwilę „sen” córki Jaira (5,39). Sen Jezusa podczas szalejącej nocnej burzy zapowiada prześladowania i śmierć, które nań spadną, jak i na jego uczniów. Ci tymczasem budzą go, jak Izrael swego Pana w Psalmach (Ps 44,24; 78,65). Jezus samym swoim słowem ucisza morze jak Jahwe:  „I w swoim ucisku wołali do Pana, a On ich uwolnił od trwogi. Zamienił burzę w wietrzyk łagodny, a fale morskie umilkły” (Ps 107,28-29).

            Jezus pyta: „Czemu strachliwi jesteście? Jeszcze nie macie wiary?”. Wierzycie we wzrost ziarna śpiącego w ziemi, w owoc Zmartwychwstania? Mieć wiarę, to zrozumieć, kim jest Jezus: jest zarazem Bogiem, któremu poddają się żywioły i Jonaszem, który da się im na czas jakiś pochłonąć, by mogła ocaleć łódź.

„Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?»  On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście?"

         Po tych wszystkich uczynionych dotąd cudach, po wielu dniach nauczania Pan Jezus powiedział do swoich uczniów: Sprawdzam! I co się okazało..? Wszyscy się wystraszyli. Zabrakło pełnego zaufania.

         Papież Benedykt XVI podczas homilii wygłoszonej 28 maja 2006 roku na Błoniach w Krakowie powiedział:

„Wierzyć to przede wszystkim znaczy uznać za prawdę to, czego do końca nie ogarnia nasz umysł. Trzeba przyjąć to, co Bóg nam objawia o sobie, o nas samych i o otaczającej nas rzeczywistości, także tej niewidzialnej,

 niepojętej, niewyobrażalnej.

… Jednak zgoda na takie ograniczenie możliwości rozumu nie przychodzi łatwo. - dodał Ojciec Święty.

         Pomyślałem wtedy: jak łatwo jest manifestować swoją wiarę tu na Błoniach, wśród ponad miliona współwyznawców. O wiele trudniej dać świadectwo tam, gdzie właśnie jesteśmy – w pracy, przed znajomymi w życiu codziennym, gdy napotykamy na problemy, trudności czy cierpienie. Nie chodzi bynajmniej o wielką manifestację wiary, a raczej o drobne gesty życia codziennego, oparte na zaufaniu Bogu. To w takich zwyczajnych chwilach Pan Jezus mówi do nas „sprawdzam”.

         4 lata temu zaraz po katastrofie prezydenckiego samolotu, pewien kapłan powiedział do mnie: „Pamiętaj i ty możesz kiedyś wsiąść do samolotu do Smoleńska”. Na następny dzień okazało się, że właśnie tam lecę. Pomyślałem sobie: ktoś mnie sprawdza. 

Opis burzy na jeziorze z pewnością można interpretować w różny sposób. Dla mnie jest on opisem odejścia od tego, co codzienne, aby pozostać z Bogiem na osobności. Za każdym razem, kiedy decyduję się na taki czas zawsze doświadczam burzy, a właściwie to nawet dwóch. Jednej, która rozgrywa się poza mną. Jakoś tak się dzieje, że właśnie wtedy zawsze coś się zepsuje. Nagle ludzie mnie szukają i potrzebują mojej obecności. Nie dają szansy odejść. Braknie jakiegoś podpisu, czegoś z kimś jednak do końca nie załatwiłem – atak, telefon, sms’y i maile. Druga burza, to ta, która dzieje się w mnie. Jestem blisko Boga, a mną coś szarpie. Może zostaw. Przecież masz tyle spraw do załatwienia. Nie czytaj Pisma, tylko napisz jakiś tekst, dokończ rozpoczętą pracę. Wszystko wokół szleje, a Bóg? On jest obok i czeka, aż wreszcie do Niego się zwrócę.

Kiedy ostatnio byłeś/aś na rekolekcjach? Czy udało Ci się kiedyś wyjechać – chociaż na dwa dni – i być tylko z Bogiem? Czy rekolekcje są dla Ciebie czasem spotkania Boga, czy obowiązkiem?