Menu Mobile

Wczoraj minęła IV niedziela Wielkiego Postu. Pewnie już uznaliście, że w tym roku nie będzie kolejnej edycji „Czytaj Słowo”. Nic bardziej mylnego. Wracamy…

Od najbliższej środy, przez cztery dni, będziemy publikować kolejne rozdziały Księgi Jonasza. O komentarz tym razem prosimy was. Zarówno tych, którzy do tej pory przez kilka lat czytali z nami Słowo Boże, jak i tych, którzy w tym roku uczynią to po raz pierwszy. To co napiszecie prosimy prześlijcie do nas. W Wielkim Tygodniu, od poniedziałku do czwartku, będziemy publikować w „Czytaj Słowo” wasze teksty. 

Czytanie Słowa Bożego i pisanie komentarzy daje niesamowitą radość. Choćby zeszłoroczny, dominikańsko - dziennikarski komentarz do Księgi Judyty, był dla nas wspaniałą przygodą. Ta z pozoru nudna księga, po wnikliwym czytaniu rozdziału po rozdziale, a później wspólnej dyskusji, przynosiła sporo nowych, czasem kontrowersyjnych myśli. Wspomnę tylko nasz spór o to, czy Judyta przypadkiem nie była terrorystką…

Jedno jest pewne, słowa Pisma Świętego burzą stereotypy myślenia, nie starzeją się, przeciwnie zawierają mądrość na każdy czas.
Zapraszamy i wy doświadczcie tej przygody, prosimy podzielcie się z nami swoimi przemyśleniami. 


Księga Jonasza

Posłannictwo, bunt i kara

1 Pan skierował do Jonasza, syna Amittaja, te słowa: 2 "Wstań, idź do Niniwy - wielkiego miasta - i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze". 3 A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem. Zszedł do Jafy, znalazł okręt płynący do Tarszisz, uiścił należną opłatę i wsiadł na niego, by udać się nim do Tarszisz, daleko od Pana. 
4 Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr, i powstała wielka burza na morzu, tak że okrętowi groziło rozbicie. 5 Przerazili się więc żeglarze i każdy wołał do swego bóstwa; rzucili w morze ładunek, który był na okręcie, by uczynić go lżejszym. Jonasz zaś zszedł w głąb wnętrza okrętu, położył się i twardo zasnął. 6 Przystąpił więc do niego dowódca żeglarzy i rzekł mu: "Dlaczego ty śpisz? Wstań, wołaj do Boga twego, może wspomni Bóg na nas i nie zginiemy". 
7 Mówili też [żeglarze] jeden do drugiego: "Chodźcie, rzućmy losy, a dowiemy się, z powodu kogo to właśnie nieszczęście [spadło] na nas". I rzucili losy, a los padł na Jonasza. 8 Rzekli więc do niego: "Powiedzże nam, <z jakiego powodu ta klęska przyszła na nas?> Jaki jest twój zawód? Skąd pochodzisz? Jaki jest twój kraj? Z którego jesteś narodu?" 9 A on im odpowiedział: "Jestem Hebrajczykiem i czczę Pana, Boga nieba, który stworzył morze i ląd". 10 Wtedy wielki strach zdjął mężów i rzekli do niego: "Dlaczego to uczyniłeś?" - albowiem wiedzieli mężowie, że on ucieka przed Panem, bo im to powiedział. 11 I zapytali go: "Co powinniśmy ci uczynić, aby morze przestało się burzyć dokoła nas?" Fale bowiem w dalszym ciągu się podnosiły. 12 Odpowiedział im: "Weźcie mnie i rzućcie w morze, a przestaną się burzyć wody przeciw wam, ponieważ wiem, że z mojego powodu tak wielka burza powstała przeciw wam". 13 Ludzie ci starali się, wiosłując, zawrócić ku lądowi, ale nie mogli, bo morze coraz silniej burzyło się przeciw nim. 14 Wołali więc do Pana i mówili: "O Panie, prosimy, nie dozwól nam zginąć ze względu na życie tego człowieka i nie obciążaj nas odpowiedzialnością za krew niewinną, albowiem Ty jesteś Pan, jak Ci się podoba, tak czynisz". 15 I wzięli Jonasza, i wrzucili go w morze, a ono przestało się srożyć. 16 Ogarnęła wtedy tych ludzi bojaźń przed Panem. Złożyli Panu ofiarę i uczynili śluby.


Księga Jonasza

Ocalenie Jonasza

1 Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. 2 Z wnętrzności ryby modlił się Jonasz do swego Pana Boga. 3 I mówił: 
"W utrapieniu moim wołałem do Pana, a On mi odpowiedział. Z głębokości Szeolu wzywałem pomocy, a Ty usłyszałeś mój głos. 
4 Rzuciłeś mnie na głębię, we wnętrze morza, i nurt mnie ogarnął. Wszystkie Twe morskie bałwany i fale Twoje przeszły nade mną. 
5 Rzekłem do Ciebie: Wygnany daleko od oczu Twoich, <jakże choć tyle osiągnę, by móc> wejrzeć na Twój święty przybytek? 
6 Wody objęły mnie zewsząd, aż po gardło, ocean mnie otoczył, sitowie okoliło mi głowę. 
7 Do posad gór zstąpiłem, zawory ziemi zostały poza mną na zawsze. Ale Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści, Panie, mój Boże! 
8 Gdy gasło we mnie życie, wspomniałem na Pana, a modlitwa moja dotarła do Ciebie, do Twego świętego przybytku. 
9 Czciciele próżnych marności opuszczają Łaskawego dla nich. 
10 Ale ja złożę Tobie ofiarę, z głośnym dziękczynieniem. Spełnię to, co ślubowałem. Zbawienie jest u Pana". 
11 Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd.


Księga Jonasza

Powtórna misja i nawrócenie Niniwy

1 Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: 2 "Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam". 3 Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była miastem bardzo rozległym - na trzy dni drogi. 4 Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: "Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona". 5 I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. 6 Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. 7 Z rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie co następuje: "Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją. 8 Niech obloką się w wory - <ludzie i zwierzęta> - niech żarliwie wołają do Boga! Niech każdy odwróci się od swojego złego postępowania i od nieprawości, którą [popełnia] swoimi rękami. 9 Kto wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego gniewu, a nie zginiemy?" 10 Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.


Księga Jonasza

Egoizm Proroka a wspaniałomyślność Boga

1 Nie podobało się to Jonaszowi i oburzył się. 2 Modlił się przeto do Pana i mówił: "Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. 3 Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie". 4 Pan odrzekł: "Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony?" 
5 Jonasz wyszedł z miasta, zatrzymał się po jego stronie wschodniej, tam uczynił sobie szałas i usiadł w cieniu, aby widzieć, co się będzie działo w mieście. 6 A Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem po to, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Jonasz bardzo się ucieszył [tym] krzewem. 7 Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł. 8 A potem, gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr. Słońce prażyło Jonasza w głowę, tak że osłabł. Życzył więc sobie śmierci i mówił: "Lepiej dla mnie umrzeć aniżeli żyć". 9 Na to rzekł Bóg do Jonasza: "Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu?" Odpowiedział: "Słusznie gniewam się śmiertelnie". 10 Rzekł Pan: "Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. 11 A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?"



Komentarze do 1 rozdziału Księgi Jonasza

Autor: Dorota

Komentarz: Jonasz budzi moje głębokie zrozumienie, sympatię i coś w rodzaju podziwu. Może dlatego, że jest tak głęboko ludzki. Bóg nakazał mu podróż do stolicy znienawidzonego imperium, które tyle zła wyrządziło jego narodowi. Nakaz Stwórcy jest prawem najwyższym, ale któż z nas ani raz w życiu nie zrobił czegoś wbrew temu prawu, tylko dlatego, że w określonej sytuacji z jakiś względów było ono dla nas zbyt trudne do zrozumienia, akceptacji, przyjęcia. Sam ludzki rozum to za mało, by poradził sobie z całym oceanem negatywnych emocji. Słysząc, że Pan kazał "upomnieć" wroga, Jonasz domyślił się, że jest to droga do wybaczenia mieszkańcom Niniwy win, a to wydawało mu się niesprawiedliwe. Zrobił więc to, co zapewne uczyniłoby wielu z nas: popłynął jak najdalej od celu wyznaczonego przez Boga. Napisano "ZSZEDŁ do Jafy". Użyty czasownik narzuca ocenę moralną czynu. Postępowanie wbrew woli Stwórcy prowadzi w dół, do zła. Jonasz decyduje się na to, mimo iż zdaje sobie sprawę z aspektu moralnego własnego postępowania. Pewnie nie wie za bardzo, co ma zrobić. Mógłby przecież całkiem spokojnie po prostu zostać w domu, ale on odpłynął w przeciwną stronę- to ucieczka. Jonasz nie jest jeszcze gotów przebaczyć swym wrogom, wyciągnąć do nich rękę, okazać miłość. Ta postawa także wydaje mi się bliska współczesnemu człowiekowi: jakże ciężko jest wybaczyć, gdy całe serce krzyczy z powodu doznanej krzywdy! Bóg jednak już postanowił, a On cokolwiek robi, to zawsze z niebywałym rozmachem. Zesłał tak potężną burzę, że nawet doświadczone wilki morskie drżały z przerażenia i modlili się, każdy do innego bóstwa. A Jonasz? No cóż, wszedł pod pokład i zrobił coś co marynarzom nie mogło pomieścić się w głowie: po prostu zasnął! Wydaje mi się, że to typowy mechanizm wyparcia. Jonasz wie, że sprzeciw wobec woli Boga jest bezsensowny i niemoralny, nie potrafi sobie z tym poradzić, więc udaje sam przed sobą, że nic się nie dzieje, chowa głowę w piasek. Przywołany przez marynarzy do porządku robi coś, za co należy mu się głęboki podziw. Nie kłamie, nie kręci- ujawnia obecnym przyczyny bożego gniewu i sam radzi im, jak mogą się uchronić, mimo iż podane rozwiązanie jest równoznaczne z karą śmierci! Mnie by pewnie nie byłoby na to stać! Jonasz jest bardzo odważny, albo po prostu jego wrażliwość nie pozwala mu dłużej żyć z brzemieniem winy. Może zresztą i jedno, i drugie. Przed wolą bożą nie sposób uciec. Można oczywiście próbować, wielu z nas tak czyni, a potem dziwimy się, dlaczego spotyka nas tak wiele nieszczęść! Bóg widzi całość i wie, co dla nas najlepsze!

____________

Autor: Anna

Komentarz: „A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem. Zszedł do Jafy, znalazł okręt płynący do Tarszisz, uiścił należną opłatę i wsiadł na niego, by udać się nim do Tarszisz, daleko od Pana.” Z kart Biblii wynika, że dzieje ludzi i Boga oparte są na ciągłym konflikcie, na nieustannej niezgodzie. Tak naprawdę historia Jonasza zaczęła się już w Ogrodzie („Gdzie jesteś, Adamie ? - (..) Ukryłem się”) i twa nieprzerwanie w różnych odsłonach aż do stron Nowego Testamentu. Tę potrzebę ucieczki, oddzielenia się, świetnie ujął psalmista: „Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica.” (psalm 139) Gdyby postrzegać historię Boga i człowieka w kategoriach relacji, można by powiedzieć, że związek ten nie rokuje wielkich nadziei na przyszłość. Spotkanie, w trakcie którego jedna ze stron wyciąga rękę, a drugą ją odpycha - rzadko jest owocne. Z drugiej jednak strony, moment odejścia jest czasami potrzebny, by znowu móc wrócić, w sposób pełniejszy i trwalszy. Być może nie chodzi o to, żebyśmy nigdy nie uciekli, ale o to żebyśmy zawsze byli w stanie powrócić. Na końcu drogi, liczą się tylko te dobrowolnie wypowiedziane Jonaszowe słowa: "Weźcie mnie i rzućcie w morze”. Moment zaufania, który nie potrzebuje nic więcej.


Komentarze do 2 rozdziału Księgi Jonasza

Autor: joel85

Komentarz: Jakże szkoda, że najczęściej umiemy dobrze, szczerze, głęboko się modlić, gdy jest Nam źle, gdy jesteśmy zagrożeni. Ale z drugiej strony dobrze, że przynajmniej wtedy. A już w ogóle bardzo dobrze, gdy umiemy dostrzec, że w kryzysach i trudnych sytuacjach Bóg zsyła Nam kolejne szanse. Od razu dodam - ja bardzo rzadko to potrafię, ale to pragnienie mojego serca, by umieć we wszystkim odnajdywać sens. Mój Tata w zasadzie przez całe swoje życie, ponad 60 lat, nie umiał okazywać uczuć, był apodyktyczny, często nadużywał alkoholu z rożnymi konsekwencjami dla innych. Kila lat temu okazało się, że ma raka. Ból. Upokorzenie - bo chemioterapia, bo wypadanie włosów, bo uzależnienie w sporej mierze od innych. Ale to wszystko oplecione w cud jaki widzę, że się w nim dokonał. Dziś - z medalikiem Matki Bożej Niepokalanej - wiem, że mimo, iż stracił ciało (jego zdrowie, sprawność itd.) uzdrowił duszę. I jeszcze jedna refleksja. Czy naprawdę wierzymy, że wiara może uczynić cuda? Czy nie modlimy się o cud myśląc podświadomie jednak - że to przecież niemożliwe, nielogiczne. Czy nie za bardzo wierzymy rozumiem zamiast sercem? Ja niestety często tak...

______________

Autor: Lena

Komentarz: Pomimo, że przez cały ten fragment Jonasz nawija jak najęty, dla mnie na pierwszy plan wysuwa się tu Bóg. To jest niewyobrażalne, że zesłał ratunek dla Jonasza, że wyciągnął go z takiej sytuacji.. z głębin morza, z mrocznej potęgi bałwanów oceanu. Wyrwał go ze śmierci, przywrócił do życia gdy ten już był niemal martwy. Gdy ostatkiem sił, ostatnim tchnieniem zechciał, baran jeden, zawołać do Pana o pomoc. Bóg jest niewyobrażalny, nie do opisania, jest taki no - taki.. nienachalny i zdumiewający. Iii.. szczerze - tiaa... uratował Jonasza z głębin czeluści, w rybie.. yhym, jaasne... No właśnie tak, Lena. Zrobił coś takiego, że aż ciężko w to uwierzyć! To niesamowite. W poprzednim fragmencie choć Jonasz nic nie mówił miałam od razu sto scenariuszy do tego, co mógł sobie myśleć, jak się czuć, łatwiej mi było wyobrazić sobie jaki jest, wcielić się w jego postać. Był jakiś taki no.. bardziej uniwersalny. Taki bliski mi Jonasz, taka całkiem ja. A teraz co? Przecież nadal jestem Jonaszem i nieprawdopodobne jest dla mnie to, że mnie też Bóg tak może uratować?! Ba! Że już mnie uratował! Przecież tego doświadczyłaś dziewczyno, to co się dziwisz.. Dlaczego się bronisz przed Prawdą...?! Tak właśnie było, jest i będzie. Na koniec tego fragmentu Jonasz mówi Panu z zapałem całego serca, duszy i ciała: "ja złożę Tobie ofiarę, z głośnym dziękczynieniem. Spełnię to, co ślubowałem. Zbawienie jest u Pana!" Yeah! Ileż razy tak mówiłam - hurra, alleluja, tak, dzięki, juhuu, teraz wszystko się zmieni, obiecuję! A potem znowu wsiadałam na statek i uciekałam przed Bogiem, przed samą sobą... Uważaj Jonaszu myślę sobie. Ja - Jonasz już to przerabiałam i zazwyczaj nie udało mi się dotrzymać wielkiej obietnicy! Z totalnej głębiny na najwyższą wyżynę? No nie wiem, może można. A może jednak lepiej zredukować wahania tej wiecznej sinusoidy, tego bipolara i znaleźć balans, a nie ze skrajności w skrajność. Małymi kroczkami.. Tylko jak?! Zastanawia mnie jeszcze jedno - że z łatwością identyfikuję się z Jonaszem, który się nie odzywa, chociaż sama ciągle gadam, opowiadam anegdoty, żartuję. Hmm.. A jak Jonasz jest taki jak ja - czyli mówi i mówi, to łatwiej mi zwrócić uwagę na Boga. Może to właśnie o to chodzi - o milczenie..? By kogoś poznać trzeba zamilknąć, a tym samym dać mu możliwość wypowiedzi... Posłuchać. Poobserwować. Pobyć. Może to po to się tu zapisałam? Czytaj Słowo.. Poznaj Boga.. Proste. Pozdrawiam, Lena


Komentarze do 3 rozdziału Księgi Jonasza

Autor: joel85

Komentarz: Budujący obraz wiary mieszkańców Niniwy. Tak sobie myślę - czy dziś, gdyby Jonasz przeszedł pośród Nas wołając - uwierzylibyśmy Mu? Podejrzewam, że skończyłby w Tworkach lub więzieniu. Czasem moje myśli idą nawet dalej - czy gdyby Chrystus stanął przed Nami - uwierzylibyśmy, że On naprawdę jest? Myślę, że wielu wpierw sprawdziłoby czy to jakiś żart, że pewnie ktoś się przebrał, albo to mi się śni itd. A mieszkańcy Niniwy po prostu uwierzyli! Sam król również. I nie zastanawiał się - co ludzie powiedzą - postawą pokutną przyznał się od razu do błędów. Pokora zwyciężyła. Za często myślimy - co ludzie powiedzą - nie zastanawiamy się - a co Bóg powie na to co robimy? Jeszcze jeden aspekt mnie zastanawia. Otóż wydaje mi się, że łatwiej nawrócić wielkiego grzesznika niż tego, któremu się wydaje, że jest wierzący. Słyszymy - ale ja chodzę do kościoła, nikogo nie zabiłem, nie kradnę, modlę się codziennie...Walczę o swoich bliskich, którzy w większości zatracili się w takim myśleniu - i wiarę mieszają z byciem porządnym - zwłaszcza w swoich oczach. "...ten lud czci mnie wargami, lecz sercem daleko jest ode mnie..." Módlmy się za siebie nawzajem o prawdziwą wiarę - a nie atrapę obleczoną w pychę.

_____________

Autor: Lena

Komentarz: Gdyby przeczytać tylko ten fragment Księgi Jonasza, można by pomyśleć o jej bohaterze, że jest wielki! Odważny, dzielny, posłuszny Bogu, może nawet święty.. Tak, to wszystko prawda! Prawdą jednakże jest też i to, że jest całkowicie inaczej. Czy jest tu ktoś, komu choćby raz nie zdarzyło się ocenić nieznajomego człowieka przez pryzmat jednego wydarzenia? Jednej sytuacji, w której mieliście z nim styczność? Dlaczego w ogóle to robimy? Po co kogoś metkować, szufladkować i wrzucać do jakiegoś zbioru czy podzbioru cech i zachowań. Po co klasyfikować..? Po co te podziały my i oni, lepsi i gorsi.. Przecież wiadomo, że wszyscy jesteśmy ludźmi i nikt z nas nie jest doskonały. Dlaczego więc nie zająć się pracą nad sobą? Czy świat nie byłby wtedy lepszy? Mając w pamięci poprzednie dwa rozdziały wiem, że Jonasz nie jest ideałem. To utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że każdy osąd o czyjejś nieskazitelności, tudzież cwaniactwie jest z góry błędny. Okazuje się, że Jonasz, który tak jak ja popełnia błędy, który tak jak ja jest uparty jak osioł i chodzi w życiu różnymi ścieżkami, jest także w stanie wyjść na prostą. Jest w stanie w końcu posłuchać Boga. Ta zmiana w postępowaniu Jonasza daje mi więc nadzieję, że jest jeszcze dla mnie ratunek. Mam szansę się zmienić. Wystarczy tak jak Jonasz posłuchać i spróbować. Mało tego! Słowo czy czyn jednego człowieka może odwrócić sytuację co najmniej beznadziejną. Odwrócić jak to się mówi bieg historii. Dzięki świadectwu Jonasza nawróciło się całe wielkie miasto. Każdy z nas ma wpływ na innych, nie zawsze jest nam dane dowiedzieć się jaki. Starajmy się więc tak postępować, by ten wpływ był dobrym. Będę się starała. Ostatnia refleksja na temat tego fragmentu dotyczy Boga. Faktycznie jest jak dobry ojciec, który gdy dziecko zachowuje się nie tak jak powinno, postanawia je ukarać. Ale gdy tylko malec zmienia swoje zachowanie, dobry ojciec lituje się nad dzieckiem, wybacza mu i odpuszcza karę. Bo je kocha. Bóg mnie kocha. Nas kocha. Wszystkich! Pozdrawiam, Lena


Komentarze do 4 rozdziału Księgi Jonasza

Autor: Gosia

Komentarz: To mój ulubiony fragment z księgi Jonasza, choć nie znam jej całej. Jonasz mówi do Boga: "gniewam się śmiertelnie". Kiedyś mocno mnie rozbawił, a i teraz wywołuje uśmiech. Kruchy człowiek mówi do wszechmocnego Boga, że się na Niego śmiertelnie gniewa. To tak, jakby 2-letnie dziecko obraziło się na rodziców, a przecież wiadomo, że bez nich nie da sobie rady. To co piękne w tym fragmencie, to to, Bóg się nie obraża, tylko łagodnie tłumaczy. To też pokazuje zażyłość pomiędzy nimi. A Jonasz - cała ta sytuacja z Niniwą po prostu uderzyła w jego pychę, wyszedł na głupka, bo nie nadeszła kara, i teraz ma pretensję do Boga. Za bardzo jest skupiony na swoim wizerunku by dostrzec, że Bóg dzięki niemu uczynił dobro.

_________

Autor: Agnieszka

Komentarz: Jonasz wzywa do nawrócenia, ale sam nie wierzy, że jest ono możliwe. Nie potrafi znaleźć w sobie współczucia ani miłosierdzia dla mieszkańców Niniwy. Uważa, że swoimi czynami i złym życiem zasłużyli na śmierć. Oczekuje sprawiedliwości, którą rozumie jako wymierzenie surowej kary. Rozgoryczony dobrocią Boga prosi o śmierć. Zarzuca Panu, że jest łagodny i miłosierny. Łatwiej byłoby mu przyjąć, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze”. Zamiast cieszyć się ze szczerego nawrócenia Niniwy, obraża się na Boga. Przypomina starszego brata z przypowieści o synu marnotrawnym. Obydwaj pozostają na zewnątrz. Jak starszy brat nie chce wejść do domu i ucztować z wszystkimi, tak Jonasz wychodzi z miasta i obserwuje sytuację z dystansu. Jak miłosierny Ojciec wychodzi do syna próbując go przekonać, tak Bóg nie zostawia obrażonego proroka samemu sobie. Przez przykład krzewu rycynusowego pokazuje ogrom swojego miłosierdzia dla tych swoich marnotrawnych dzieci, które „nie odróżniają swej prawej ręki od lewej”. Obie historie nie mają zakończenia. Nie wiemy czy starszy brat wszedł do domu ani czy Jonasz wrócił do Niniwy. Paradoksalnie, czasem najtrudniej jest przyjąć prawdę o tym, że Bóg jest dobry i naprawdę nie chce śmierci grzesznika. Przeciwnie, chce żebyśmy żyli i mieli to życie w obfitości (J 10, 10), a radość nasza była pełna (J 15, 11). Głoszenie Dobrej Nowiny i nawracanie trzeba zacząć od siebie.

"Alleluja - Zmartwychwstał Pan.

Bez zmartwychwstania wszystko, co wyznajemy traci sens.

Wielka Niedziela daje nadzieję na życie wieczne, na miłosierdzie Boga do każdego z nas.

Wierzmy zatem na co dzień, nie tylko od święta. Czytajmy Słowo, a wyciągnięte wnioski, bez nadęcia, poczucia wyższości czy fałszywie pojętej misji stosujmy w życiu codziennym. Patrzmy na bliźnich bez uprzedzeń i podejrzliwości, a z miłością. Nie szukajmy tych złych, gorszych. Pamiętajmy, że każdy nawet największy grzesznik, tak samo jak my, jest dzieckiem Boga. Pamiętajmy również, że każdy ma nieustanną szansę na lepsze życie.

Bądźmy świadomi tego, że nasz Pan - Jezus Chrystus jest jedyną i największą mocą w naszym życiu. Jeśli to zrozumiemy wówczas miną lęki przed tym wszystkim, co niesie świat.

Niech Zmartwychwstały Chrystus Wam błogosławi."


Słowo na e-mail


Idea

Ponad dziesięć lat temu mój przyjaciel Michał, z którym wtedy rozmawiałem o głupotach przekazał mi bardzo prostą myśl dotyczącą poznawania Boga. Miałem, choćby mały fragment, ale codziennie czytać Pismo Święte.

Przez wiele lat doświadczałem i doświadczam trudu zmagania się ze sobą w tej sprawie. Coraz częściej odkrywam też, że wiele osób przeżywa tą samą trudność. Niby zatrzymanie się na kilka minut i sięgnięcie po Pismo nie powinno być trudne, a jednak…

Kiedy ruszaliśmy z pomysłem strony Czytaj Słowo wiedziałem, że zdecydowanie łatwiej jest czytać we wspólnocie. Wspólnota jest po to, żeby dać oparcie i pomóc, zmobilizować, ale też ułatwić zrozumienie Słowa. Elektroniczna, czy wirtualna wspólnota – takie wyrażenie nawet we mnie samym rysuje uśmiech, ale mimo wszystko mam głębokie przekonanie, że dla wielu z nas elektronika będzie bardzo pomocna.

Ufam, że ten pomysł może dla wielu z Was być pomocny w poszukiwaniu Boga.

Autorzy

Twórcy

Dawid Kołodziejczyk OP

Dominikanin, urodził się w 1981 roku w Rzeszowie. Absolwent Technikum Elektronicznego do Zakonu wstąpił w 2001 roku. Ukończył Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie. Jako kapłan pomagał narzeczonym w przygotowaniu się do ślubu, zajmował się grupami studenckimi, prowadził duszpasterstwo rodzin i koordynował kilka projektów remontowych.

Obecnie mieszka w Warszawie, gdzie prowadzi katechezy dla narzeczonych oraz jest jednym z trzech braci odpowiedzialnych za finanse dominikanów. 

Marcin Kwiatkowski

ur. 1981, absolwent Technikum Elektronicznego w Rzeszowie oraz wydziału informatyki WSISiZ w Warszawie. Wspólnie z żoną Iwoną prowadzi firmę Animativ, realizującą projekty internetowe, która w projekcie Czytaj Słowo jest odpowiedzialna za wszelkie sprawy techniczne.

W życiu osobistym szczęśliwy mąż i dumny tato Karolinki (9 lat) i Kamila (10 lat) :-)